wielkanocne spalanie z przygodami
Niedziela, 20 kwietnia 2014 | dodano:20.04.2014Kategoria 50 - 100
Km: | 73.26 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:55 | km/h: | 25.12 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 18.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Scott AFD 309 |
Olo wymyślił fajną traskę, więc z chęcią ruszyłem spalić wielkanocne śniadanie. Droga do Ciechocinka minęła wybornie - fajna nawierzchnia krajówki, wiatr niezbyt przeszkadzał i do tego można było na zmianę posiedzieć na kole. Taka jazda to jest to!
W Ciechu odwiedziliśmy na chwilę tężnie i ruiny solanek, a potem ruszyliśmy do Raciążka. Podjazd jest całkiem ostry, ale połyka się go przyjemnie, ponieważ asfalt jest równy jak stół.
Panorama Ciechocinka ze wzgórza zamkowego w Raciążku - dalekim planie komin w Grębocinie i bloki Skarpy.

Zamek w Raciążku - całkiem sporo tych cegiełek jeszcze tutaj pozostało:

Dalej ruszyliśmy do Wagańca (Olo nie miał jeszcze tej gminy) i w kierunku Ujmy Dużej. Wszystko ładnie pięknie, ale........ jak zbliżyliśmy się do krajowej 1ki odezwał się żoładek, który najwyraźniej zbuntował się przeciwko żurkowi, śledziom i sałatce ryżowej utrzęsionej przez 40 km. Na szczęście była stacja BLISKA, gdzie spędziłem dobre 20 minut. Olo ruszył dalej po kolejne gminy, ja zaś zdecydowałem się jak najkrótszą drogą wrócić do Torunia (1ką). Ruch niemal żaden przy święcie. Jakby przygód było mało to w Czerniewicach poczułem, że coś jest nie tak z powietrzem z tyłu. Na szczęście uchodziło bardzo wolno i zdołałem wrócić do domu.
W Ciechu odwiedziliśmy na chwilę tężnie i ruiny solanek, a potem ruszyliśmy do Raciążka. Podjazd jest całkiem ostry, ale połyka się go przyjemnie, ponieważ asfalt jest równy jak stół.
Panorama Ciechocinka ze wzgórza zamkowego w Raciążku - dalekim planie komin w Grębocinie i bloki Skarpy.

Zamek w Raciążku - całkiem sporo tych cegiełek jeszcze tutaj pozostało:

Dalej ruszyliśmy do Wagańca (Olo nie miał jeszcze tej gminy) i w kierunku Ujmy Dużej. Wszystko ładnie pięknie, ale........ jak zbliżyliśmy się do krajowej 1ki odezwał się żoładek, który najwyraźniej zbuntował się przeciwko żurkowi, śledziom i sałatce ryżowej utrzęsionej przez 40 km. Na szczęście była stacja BLISKA, gdzie spędziłem dobre 20 minut. Olo ruszył dalej po kolejne gminy, ja zaś zdecydowałem się jak najkrótszą drogą wrócić do Torunia (1ką). Ruch niemal żaden przy święcie. Jakby przygód było mało to w Czerniewicach poczułem, że coś jest nie tak z powietrzem z tyłu. Na szczęście uchodziło bardzo wolno i zdołałem wrócić do domu.